Cena popularności

Popularne reproduktory i genetyka populacyjna

 Autor: C.A. Sharp, tłumaczenie Urszula Charytonik
Artykuł po raz pierwszy opublikowany w Double Helix Network News latem 1998 roku

 

 Rozważmy hipotetyczny przypadek Starego Blue, nadzwyczajnego malthounda. Blue był po prostu idealny: doskonale zbudowany, zdrowy i mądry. W dni powszednie od świtu do zmierzchu aportował kulki słodu (malt – ang. słód). W weekendy błyszczał na słodowych próbach polowych, zawodach posłuszeństwa oraz wystawach, na których – jak pewnie się domyślacie – wystawiano go na kulki słodu.

 Każdy miał dobry powód, aby kryć swoją suczkę Starym Blue, więc każdy to robił. Jego potomkowie w kolejnych pokoleniach szli w jego ślady. Blue odszedł w sędziwym wieku, otoczony powszechnym szacunkiem. Ludzie jednak nie wiedzieli o tym, że Blue, jakkolwiek by nie był wspaniały, był nosicielem kilku złych genów. Nie miały one wpływu na niego ani na większość jego bezpośrednich potomków. A żeby sprawę dodatkowo skomplikować, niektóre z nich były sprzężone z genami kodującymi ważne cechy malthoundów.

 Zaczęły pojawiać się pojedyncze malthoundy z problemami. Wydawały się być wyjątkami, każdy więc zakładał, że to „po prostu jedna z tych rzeczy”. Nieliczni stwierdzili „to nic takiego”. Osoby te zazwyczaj miały chore psy. Generalnie życie toczyło się jak zawsze.

 Mijał czas. Pojawiło się więcej psów z problemami. Ludzie starali się nie wspominać innym o problemach, bo przecież każdy wie, że właściciel reproduktora zawsze za złe rzeczy wini sukę a zasługę za dobre przypisuje sobie. Właściciele reproduktorów wiedzieli najlepiej, by siedzieć cicho i nie robić sobie kłopotów. W sumie nikt nie robił nic, aby dotrzeć do źródła problemów, bo przecież gdyby były one naprawdę poważne, każdy by o nich mówił, nieprawdaż?

 Mijały lata. Stary Blue dawno temu rozłożył się w swoim grobie. Teraz już każdy miał do czynienia z problemami, od dużych, takich jak zaćma, padaczka czy niedoczynność tarczycy, po mniej specyficzne, jak ogólnie gorsza odporność, brak instynktu macierzyńskiego i krótkowieczność. „Co mogę zrobić, żeby się przed tym uchronić?” – zastanawiali się hodowcy. Lecz nie znajdowali odpowiedzi.

 W ludziach zawrzała krew. „Trzeba ukarać odpowiedzialnych!” Hodowcy, którzy uznali, że w sprawę wplątany może zostać także ich program hodowlany, szli w zaparte. Niektórzy po cichu zdecydowali zamieść sprawę pod dywan. Kilkoro odważnych otwarcie przyznało, że ich psy mają problem, co wywołało ataki ze strony pozostałych, a odważni padli ofiarą ostracyzmu w środowisku związanym z rasą.

 Rozpętała się wojna: właściciele, hodowcy i wolontariusze pomagający bezdomnym malthoundom nawzajem rzucali oskarżenia przeciwko sobie. Równocześnie każdy postępował tak jak przedtem. Po następnej dekadzie czy dwóch, cała rasa malthoundów załamała się pod ciężarem nagromadzonych wad genetycznych i wyginęła.

 Ta drastyczna bajka jest wyolbrzymiona – ale nie tak bardzo jak się by mogło wydawać. Oto podobny, choć mniej drastyczny, przykład z prawdziwego życia: Był sobie kiedyś ogier rasy quarter horse o imieniu Impressive (ang. imponujący). Imię pasowało jak ulał. Impressive został ojcem wielu źrebiąt, które także posiadały jego pożądane cechy. Kiedy jednak one i ich potomkowie byli ze sobą kojarzeni, potomstwo czasami umierało. Impressive był bowiem nosicielem letalnej, jednogenowej cechy. Nikt nie miał pojęcia, że ją przenosi, dopóki nie zaczęto na niego inbredować. Sytuacja, w której pojedynczy reproduktor wywiera tak drastyczny wpływ genetyczny na rasę stała się znana jako „syndrom Impressive’a”.

 Wiele gatunków i ras zwierząt domowych, z psami włącznie, cierpiało z powodu swoich „syndromów Impressive’a”. Ale przypadki takie, jak opisany, to tylko wierzchołek góry lodowej. Cecha jednogenowa staje się oczywista po zaledwie kilku pokoleniach. Ale co z cechami bardziej złożonymi?

 Nie chcę przez to powiedzieć, że popularne reproduktory, które tak podziwiamy, są kiepskimi kandydatami na ojców. Ich liczne doskonałe cechy powinny zostać wykorzystane, ale nawet najlepszy z nich niesie jakieś niekorzystne geny.

 Problemem nie są popularne reproduktory, ale to jak ich używamy. Przez sto, albo więcej lat, inbred (chów wsobny) był podstawą hodowli. (Dla celów tego artykułu, przez inbred rozumiemy kojarzenie psów spokrewnionych ze sobą, także hodowlę liniową). Kojarząc spokrewnione osobniki, hodowca zwiększał szanse uzyskania psów homozygotycznych pod względem pożądanych cech. Osobniki homozygotyczne mają o wiele większe szanse przekazania tych cech następnemu pokoleniu.

 Kiedy samiec posiada wiele pozytywnych cech i udowodni swoją zdolność do ich przekazywania, może stać się wziętym reproduktorem, używanym przez niemal każdego, kto rozmnaża swą sukę za jego życia a dzięki mrożonemu nasieniu nawet i po śmierci.

 Ponieważ jego dzieci, wnuki i tak dalej są tak dobre, hodowcy zaczynają krzyżować je między sobą. Jeśli wyniki nadal są dobre, kojarzenia w pokrewieństwie kontynuowane są przez pokolenia. Czasami reproduktor jest używany tak intensywnie, że po dziesięcioleciach hodowcy mogą nawet nie zdawać sobie sprawy jak blisko spokrewnione są ich psy, ponieważ ów pies nie pojawia się już w rodowodach.

 Tak jest w przypadku owczarków australijskich. Rodowody większości aussie z linii wystawowej sięgają do jednego lub obu miotowych braci o imionach Wildhagen’s Dutchman of Flintridge i Fieldmaster of Flintridge. Psy te, będące efektem chowu wsobnego, były wartościowymi osobnikami i doskonałymi reproduktorami. To one są w dużej mierze odpowiedzialne za ogólną jakość i wyrównanie pogłowia widoczne dziś na ringach wystawowych – wyrównanie, które nie istniało przed ich narodzinami prawie trzydzieści lat temu (artykuł po raz pierwszy ukazał się w roku 1998, wspomniane psy urodziły się w roku 1969 – przyp. tłum.).

 Linie pracujące także mają swoje słynne reproduktory, jednak cechy użytkowe są o wiele bardziej złożone, zarówno pod względem genetycznym, jak również z powodu znaczących wpływów środowiska. Dlatego też są trudniejsze do utrwalenia. Hodowcy psów użytkowych czasem inbredują, lecz równocześnie częściej kładą nacisk na cechy behawioralne i ogólne zdrowie niż na rodowód i detale budowy. Najlepsze użytkowe reproduktory rzadko stają się tak wszechobecne jak te z linii wystawowych.

 Nie każdy reproduktor zyskuje popularność dzięki zdolności płodzenia doskonałego potomstwa. Niektóre wygrały na ważnych wystawach lub są w rękach osób mających dryg do promocji. Takie psy mogą okazać się kompletną pomyłką, kiedy przyjdzie czas na ocenę ich wkładu dla rasy. Jednak w ciągu tych kilku lat zanim to się stanie, wielu hodowców zdąży ich użyć i szkoda może już się wydarzyć.

 Wykorzystanie nawet najlepszych popularnych reproduktorów, z samej swojej natury, ogranicza częstość niektórych genów w puli genetycznej rasy, równocześnie podnosząc częstość innych. Ponieważ synowie i wnukowie popularnych reproduktorów również często zostają wziętymi reproduktorami, trend się utrzymuje, czego efektem jest dalszy spadek frekwencji a nawet utrata niektórych genów, podczas gdy inne stają się homozygotyczne w całej rasie. Niektóre z tych cech są pozytywne, ale nie wszystkie.

 Właściciele Starego Blue z początkowej opowiastki, oraz właściciele jego bezpośrednich potomków, nie mieli pojęcia o tym, co się dzieje tuż pod ich nosem. Byli uszczęśliwieni posiadaniem tak wspaniałych reproduktorów i zachwyceni kryciem nimi tak wielu dobrych suk, jak to możliwe.

 

Hodowla i promocja psów rasowych to kosztowne przedsięwzięcie. Często kończy się dołkiem finansowym. Lecz posiadanie popularnego reproduktora może to zmienić. Sytuacja wydaje się być korzystna dla wszystkich stron: właściciel reproduktora może zredukować swoje obciążenia finansowe a hodowcy ze wszystkich stron mogą korzystać ze „złotych” genów jego psa.

 

Nikt nie chce hodować chorych psów. Niewielka mniejszość jest na tyle obojętna i krótkowzroczna, by traktować problemy genetyczne jak cenę wliczoną w uzyskanie zwycięzców, ale nawet te osoby starają się jak mogą, aby problem nie wydostał się na forum publiczne.

 

Potrzebna jest nam całkowita zmiana sposobu myślenia o tym, jak używamy reproduktorów. Żaden pojedynczy pies, choćby nie wiadomo jak wspaniały, nie powinien zdominować puli genetycznej w danej rasie. Właściciele takich reproduktorów powinni poważnie się zastanowić nad ograniczeniem liczby kryć psa w danym roku, w ciągu całego jego życia, i w przyszłości, jeżeli dysponują mrożonym nasieniem. Właściciel reproduktora powinien także zwracać uwagę nie tylko na jakość prezentowanych mu suk, ale także na ich rodowody. O ile wzrośnie stopień zinbredowania w wyniku danego krycia?

 

Także właściciel suki powinien pomyśleć dwa razy przed wybraniem popularnego reproduktora. Jeżeli kryjesz psem popularnym w danym momencie, a wszyscy inni robią to samo, co zrobisz, kiedy przyjdzie czas na dolanie świeżej krwi?

 

Ponadto, zmianie ulec musi podejście do chorób genetycznych. Muszą one przestać być dla każdego jego małą, brudną tajemnicą. Muszą przestać być cegłą, którą bije się mających odwagę przyznać, że wystąpiły u ich psów. Muszą stać się przedmiotem otwartej, rzeczowej dyskusji, tak, żeby zarówno właściciel reproduktora, jak i suki, mogli podjąć rozsądne decyzje hodowlane. Dopóki hodowcy i właściciele nie przemyślą swoich długoterminowych celów i reakcji na problemy o podłożu genetycznym, sytuacja będzie się tylko pogarszać.